Historia Joanny i Maćka z cyklu „Nie rozmawiamy o pieniądzach”

Joanna właściwie nie wie, ile Maciek zarabia i jaką sumą dysponuje, on nigdy nie mówił, a ona nie pytała. Natomiast uważała, że jeśli jest normalnym mężczyzną, nie z marginesu, to powinien mieć pieniądze. On co prawda na początku ich znajomości namiętnie ją przytulając mówił,

wszystko, co mogę Ci dać, to ja sam

no ale trudno, żeby  traktowała dosłownie te słowa, poza tym szalejąca burza hormonów i tak pozbawiała ją trzeźwego osądu. Zresztą, przynosił kwiaty, pamiętał o prezentach – skromnych, lecz romantycznych, jak chociażby ten rozczulający słonik z serduszkiem. Mężczyźni w jej otoczeniu zawsze dysponowali pieniędzmi, więc dlaczego on miałby mieć z tym problem.

Ona również nie informowała go o swoich finansach. Chociaż czuje, że domek, który ma, niezły samochód i niezliczona ilość fajnych ciuchów, wszystko to sprawia, że Maciek uważa ją za jakąś bogaczkę.  A przecież Joanna sama najlepiej wie, że daleko jej do prawdziwych szczytów finansowych. No i zarobiła na to wszystko swoją ciężką pracą.

Od jakiegoś czasu Joanna przestała chwalić  się nowymi zakupami, bo przypuszcza, że Maciek, zamiast docenić jaką fantastyczną torbę upolowała,  będzie przewracał oczami i dopytywał czy naprawdę potrzebuje kolejnej.  Jeśliby sam zauważył coś nowego w jej garderobie, to łatwo mu wmówić, że Joanna ma to od dawna, tylko przeleżało się na dnie szafy. Gdy Maciek pyta o cenę, ona zazwyczaj zmniejsza ją o połowę, przecież on i tak się nie orientuje ile kosztują takie markowe rzeczy. Czuje się z tym trochę głupio, bo przecież nie ma powodu, aby się z tym ukrywać,  kupiła za własne ciężko zarobione pieniądze, lecz woli to niż jego miny czy narzekanie.

W domu to Joanna najczęściej robi zakupy. Jeśli wysyła Maćka z listą i pieniędzmi, on wydaje zawsze całą sumę, czy to jest 50 czy 200 zł i najczęściej kupuje za dużo. Potem ona złości się, gdy kolejne kupione avocado ląduje w koszu na śmieci, bo zepsuło się, zanim je zjedli. Po jego zakupach, Joanna ślęczy nad paragonem i wścieka się, że kupił aż kilogram winogron, teraz, zimą, kiedy są najdroższe. On też się wścieka, rzuca resztą i wrzeszczy, że ona ma sobie te zakupy robić sama i że on ma dosyć takiego traktowania.  Po takim wybuchu, temat finansów na długo znika z ich rozmów. Czasami Joanna stara się wyrównać swój atak jakimś niespodziewanym prezentem dla niego, w sumie nie wie nawet czy to załatwia sprawę, bo Maciek sprawia wrażenie jak gdyby go nie doceniał. Aż ona musi podkreślić, że to naprawdę nie było tanie.  A wtedy on znowu robi te swoje miny, lub mruczy, że niczego nie potrzebuje i żeby go zostawić w spokoju.

Nikt nic nie mówi

Nie poczynili żadnych ustaleń finansowych dotyczących bycia razem – Joanna jakoś nie umie zacząć rozmowy o pieniądzach. Gdy już postanawia twardo poruszyć temat rozliczeń, bo ma wrażenie, że jej wkład jest większy niż jego, to wtedy on robi jakiś mały prezent lub aranżuje coś miłego i wtedy ona nie chce tego psuć, więc w zasadzie – nie ma okazji.

Często kłócą się o różne rzeczy, jednak temat finansów pozostaje tabu. Żadne z nich go nie porusza: ona czuje, jak rośnie w niej gula złości, boi się wybuchu, którego siła może rozwalić bezpowrotnie jej związek. On boi się rozmowy, bo pewnie nie chce jakiejkolwiek zmiany w tym zakresie.

Czasami Joanna próbuje go rozliczać, lecz  to tylko pogarsza sprawę – zazwyczaj jest na punkcie pieniędzy bardzo czuły i cokolwiek ona powie, rani go głęboko. W efekcie kończy  się to cichymi dniami, czasem on przerwie je sarkastycznym atakiem na ludzi  do cna przegryzionych przez materialistyczna mamonę, przeliczających w życiu wszystko na pieniądze. Mówiąc to, będzie z wyrzutem patrzył w jej stronę. Z  tak wyrachowaną i zachłanną osobą nie jest mu po drodze. Skręca ją, lecz nie podejmuje tematu. Za chwilę obsobaczy go za niespuszczoną deskę toaletową lub kubek, którego znowu nie włożył do zmywarki.

Im więcej dajesz, tym mniej dostajesz

Rozmowy o pieniądzach są jednymi z najtrudniejszych jakie z nim prowadzi. On najchętniej unikałby wszelkiej dyskusji na ten temat. Na jej próby reaguje zdenerwowaniem. Zresztą przyparty do muru, często ma do zaproponowania  tylko dwa wyjścia: albo życie na minimalnym poziomie dostępnym w ramach jego środków, albo przejęcie przez Joannę finansowych sterów związku. Jeśli ona chce czegoś więcej, niż asceza, to musi wziąć na siebie całą odpowiedzialność za finanse rodziny i tak nimi zarządzać by pokryte były wszystkie zobowiązania, w tym np. utrzymywanie jego dorosłego syna, i żeby jeszcze starczyło na coś więcej.

Czasami Joanna dostaje szału patrząc na co Maciek przeznacza swoje pieniądze. Na przykład ile codziennie wydaje na kawę i lunch, zamiast wziąć kanapki  z domu. Albo papierosy, które tyle kosztują. No i ile daje dzieciom, jego dzieciom. Przy każdej okazji wciska im a to 50, a to 100 złotych. Również od Joanny oczekuje, że będzie im robiła finansowe prezenty. Niedoczekanie!

Najdziwniejsze i najbardziej niesprawiedliwe, co ją spotkało, to – że po latach utrzymywania, podtrzymywania, nie upominania się o należne pieniądze – któregoś dnia usłyszała, że … skąpi i  daje za mało.  Na przykład nie dała Maćkowi prezentu na Dzień Ojca i zapomniała o jego imieninach,  no i nie kupili upragnionej przez niego pamiątki z wakacji. I wprawdzie to ona sfinansowała te wakacje, a także to z jej portmonetki płacili za wszystko podczas wyjazdu, ale pamiątki rzeczywiście nie kupiła. Żal jej było 20 euro na takie badziewie. Ona i tak na zawsze zapamiętała ten wyjazd. Przecież obiecywała sobie, że to ostatni raz. Że już nigdy nigdzie z nim nie pojedzie, a przynajmniej nie za jej pieniądze.

Zostaw swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *