Historia Dagmary i Sebastiana z cyklu „On ma mniej”

Sebastian rzeczywiście zarabia mało i ciągle brakuje mu gotówki. W zamian za to jest głęboko przekonany,  że dokonany przez niego wybór drogi zawodowej równoważy niedostatki finansowe. Deklaruje to często wraz z pogardą dla bogatych, bo oni na pewno są gorsi od niego pod względem moralnym. Tak naprawdę Dagmara nie może mu mieć jego słabej kondycji finansowej za złe, a nawet powinna go podziwiać. On woli być niż mieć. On woli mieć mniej,  a robić to, co lubi.  Czymże są bowiem pieniądze w odniesieniu do prawdziwych wartości…OK. Ona jest w stanie to zaakceptować. Gorzej, że czasami to co Sebastian lubi robić, to  na przykład nie robić nic… Co z tego, że cały ciężar finansowego utrzymania rodziny spoczywa na Dadze?

Poza tym ona ma już dosyć jego drażliwości związanej z kasą. Nie dość, że on  nie zarabia albo zarabia zdecydowanie mniej, to jeszcze to ona musi  się starać, żeby nie czuł się z tym źle.

Dbając o jego dobre samopoczucie, stara się bagatelizować swoje osiągnięcia – także wysokość zarobków – żeby przypadkiem nie wpędzić go w kompleksy.

On nie będzie zastanawiał się, skąd wziąć gotówkę na wakacje czy nowe buty. Uważa, że jeśli pieniędzy nie starcza, to lepiej się ograniczać niż szukać uzupełniających źródeł. On raczej nie będzie się chwytał dodatkowych prac, żeby coś dorobić, zaradność pozostawia  w jej gestii.  Dlatego będzie go musiała mocno namawiać na dodatkowe zajęcie, sama je wynajdywać, pokonać jego opór i nieustannie mocno zachęcać do podjęcia wyzwania, nawet jeśli chodzi o dorywczą pracę akwizytora czy uczenie dzieci angielskiego.

Trzeba przyznać, że w sytuacji braku finansów Sebastian jest zazwyczaj też skromny i przyzwyczajony do ograniczania własnych wydatków. Nie oczekuje niczego specjalnego dla siebie, poza spełnieniem podstawowych potrzeb –  jakieś papierosy i małe piwo. Cieszy się każdym drobiazgiem, który dla niego kupi. Daga nie może jednak na nim oszczędzać. Musi uważać aby nie kupować mu rzeczy kiepskiej jakości. Jest bowiem od dzieciństwa wyczulony na ten sposób traktowania – woli nie dostać nic, niż coś, co godziłoby w jego poczucie własnej wartości. Ona nie może się przyznać, że tę świetną koszulę dla niego kupiła w lumpeksie, nawet jeśli nazywał się „Tani Armani”.

Znielubiła słowa: „drogie” i „tanie”  tak często przewijają się w ich domowych rozmowach.

Sebastian czasami twierdzi, że żadnych pieniędzy nie potrzebuje i rzeczywiście wydaje na siebie niewiele. Tak niewiele, że to ona czuje się w obowiązku kupić mu porządne buty lub kurtkę, żeby jakoś wyglądał, kiedy pokazują się u rodziny czy w towarzystwie.

Pieniądze mogą mu też sprawiać przyjemność w inny sposób.  Każda okazja promocyjnego zakupu, czy wytargowanie  pięćdziesięciu groszy zniżki napawa go radością i dumą. Gaszenie tej radości uszczypliwym komentarzem, a zwłaszcza podkreślanie realnej wartości zdobyczy, jest z pewnością nie fair i prowadzi donikąd. Powinna się raczej zachwycić tą upolowaną złotówką jako oznaką jego sprytu i przebiegłości. Pozwolić mu odtańczyć taniec zwycięstwa.  

Ponieważ Dagmara ma trochę więcej zasobów niż Sebastian, on uważa, że powinna go utrzymywać – nie widzi nic zdrożnego w takiej sytuacji. Taki punkt widzenia najtrudniej jej zaakceptować. Sama jednak nie ma jednoznacznej opinii na ten temat, nie wie jak się zachować. Bo rzeczywiście, gdyby zamienili się płciami i to on był żoną na rencie, oczywiste byłoby, że mąż dofinansowuje zaspakajanie jej potrzeb. Ona słyszała od koleżanek,  że dobrze zarabiający mąż kupuje żonie samochód, funduje jej wycieczki i urlopy. Może więc naturalne jest, że gdy sytuacja się odwraca, i to ona zarabia lepiej, powinno dochodzić do zamiany ról w tym względzie. Dlaczego więc tak bardzo denerwuje ją, jeśli on oświadcza żartem, że mogłaby mu kupić samochód? Albo co gorsza słyszy to od jego mamy! Dlaczego wścieka ją, że do listy jej zakupów regularnie dopisuje swoje piwo, a nawet papierosy, które ona konsekwentnie zwalcza?!

Dagmara czasami wręcz nie pojmuje, jak on może dawać się utrzymywać kobiecie! Dziwi się, że to nie stanowi dla niego żadnego światopoglądowego problemu. Przeciwnie, byłby szczęśliwy, gdyby mu co jakiś czas wręczała okrągłą sumkę pieniędzy jako tygodniówkę. Bez sprzeciwu przyjmuje wciskane mu zaskórniaki. Spodziewa się, że to ona pokryje koszty urlopu. Oczywiste jest, że to ona płaci za zakupy w sklepie. Jeśli on mówi: „Pożycz, oddam”, to wiadomo, że nie będzie pamiętał o oddaniu, a ona, dopóki może, nie będzie się o to upominać. On nigdy nie zadaje pytań o  jej zasoby finansowe, jak gdyby traktował je jako nie do wyczerpania.

Jego niezdolność do zapewnienia  bytu uwiera ją coraz bardziej, zwłaszcza jeśli narastają między nimi inne problemy. Z zazdrością patrzy na koleżanki, które mają pracujących mężów z pewnością oddających im całą pensję. Gdy ma  zły dzień,  gryzie ją przekonanie, że pieniądze inwestowane przez nią w związek są ceną za jego istnienie. Dagmara czuje się obrzydliwie wykorzystywana.

Tak długo, jak są pieniądze i nie za często się o nie kłócą, sytuacja nierówności finansowej da się wytrzymać. Najgorzej jest jednak, gdy gotówki zaczyna brakować i wtedy ona oczekiwałaby od partnera większego zaangażowania. Okazuje się, że jest do tego absolutnie nie przygotowany. W jego mniemaniu ograniczenie jej dochodów powinno oznaczać ograniczenie wydatków, a  nie – konieczność łożenia z jego strony, przecież on ma jakieś swoje zobowiązania. Jeśli ona ma mniej pieniędzy, powinni żyć na skromniejszej stopie.

Trudno się jej z tym pogodzić. Miałaby ochotę podliczyć,  ile do tej pory na tę relację wydała. Zaczynają się coraz częściej o to kłócić.

Jak skończy się ich historia?

Zostaw swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *