Dlaczego tak trudno o pieniądzach rozmawiać?

Zamiast kłócić się o pieniądze,  często wolimy temat finansów po prostu przemilczeć.  Podobno aż 75% pracujących Polaków nie rozmawia o zarobkach z partnerem.

Kilka lat temu Bank Zachodni WBK przygotował z „Twoim Stylem” raport „Polka i pieniądze”. Wynikało z niego wyraźnie, że w związkach jest jakaś psychologiczna bariera przed otwartą rozmową o wydatkach.  Jedna na pięć kobiet przyznała wtedy, że  ukrywa przed partnerem rzeczywiste ceny zakupionych rzeczy, a co siódma, że w ogóle nie informuje o zakupach.  Kiedy natknęłam się na te wyniki, chciałam zawołać „Me too”.  Mnie też zdarzało się obniżać cenę markowej torebki, choć przecież płaciłam z własnych pieniędzy i nie naruszałam żadnych domowych ustaleń. Wiedziałam po prostu, że partnerowi nie pomieści się w głowie, iż można tyle płacić za kawałek skóry.

   Czy było mi głupio, ze podjęłam taką decyzję? Nie, byłam szczęśliwa, że mam taką fajną torebkę, choć czułam się trochę nieswojo, że rozmijam się z prawdą.

  Czy zabrałam coś partnerowi? Nie, to były moje pieniądze, zarobione ciężką pracą.

   Dlaczego więc nie odważyłam się podać prawdziwej ceny?

   Czy chodziło mi o oszczędzenie uczuć partnera, którego nigdy by nie było stać na taki prezent dla mnie? Czy raczej wstydziłam się swojej rozrzutności?

Jeśli macie podobne doświadczenia, napiszcie proszę.

Pieniądze – kwestia techniczna?

Wydawać by się mogło, że kwestie finansowe są jeszcze jednymi ustaleniami technicznymi dotyczącymi związku, podobnie jak to,  gdzie mieszkamy, jak rozwiązujemy problemy obsługi gospodarstwa domowego, kto wynosi śmieci, kto sprząta, kto odbiera dzieci z przedszkola, itp.   Dlaczego więc tak trudno przeprowadzić  rozmowę jak rozwiązujemy kwestię  zarządzania pieniędzmi, jak będziemy regulować stałe opłaty,   jak możemy zaplanować wydatki., na co przeznaczamy nadwyżki finansowe, itd.

Pieniądze to w wielu związkach temat tabu, zbywany czasem żartem – „trzeba je mieć, a nie o nich mówić”, albo tak drażliwy, że każda próba ustaleń kończy się fochem lub kłótnią.

Doświadczenia z domu rodzinnego

Jeśli od początku któryś z partnerów nie chce o pieniądzach rozmawiać, może to znaczyć, że w jego domu po prostu się tego nie robiło. Wiele osób z pokolenia dzisiejszych 40-50- latków wychowywało się w Polsce w domach, gdzie pensje mamy i taty były niewielkie – w przeliczeniu jakieś 20 dolarów.  Mężczyzna przynosił do domu takie niewielkie pieniądze (przeciętny Kowalski nie miał konta bankowego), wręczał ją małżonce i to ona musiała się nagłowić jak zrobić, żeby na wszystko starczyło. Dodam jeszcze, ze miała o tyle łatwiej, że w sklepach niewiele było.  Trzeba jasno stwierdzić, że było to bardzo wygodne dla mężczyzny, w ten sposób zaspakajał swoją potrzebę faceta, który wraca do swojej pieczary z upolowaną gazelą,a raczej królikiem, a jednocześnie nie musiał już o tym gadać, no  i do tego mógł się wykazać kurtuazyjnym gestem w stronę swojej kobiety – „porządź sobie, kochana”.

Tak wyglądało to w moim domu i domach moich znajomych. Ojcowie mieli co najwyżej tzw. „zaskórniaki”, jakieś dodatkowo zarobione pieniądze, czy premie, ukryte przed małżonką, z których finansowali tytoń, cukierki dla dzieci, czy inne podobne ekstrawagancje.  

Czasami doświadczenia z domu rodzinnego uczą, że zawsze rozmowy o pieniądzach, a w zasadzie o ich braku,  kończyły się kłótnią między rodzicami, więc żeby jej uniknąć, lepiej nie wdawać się w dyskusje. I taką postawę przyjmuje się w swoich relacjach z partnerem.

Od pieniędzy serce twardnieje

Rozmowy o finansach w związku są tak trudne, bo nie ma  wzorców ich prowadzenia w ramach relacji  romantycznych. Istniejące modele negocjacji finansowych należą do świata biznesu, gdzie zakup negocjują sprzedawca i klient, lub świata pracy, gdzie pracownik z pracodawcą negocjują warunki pracy lub podwyżkę.  

Partnerzy niejako słusznie obawiają się, że rozmowa o finansach naruszy romantyczność ich związku, bo będzie  wymagała podejścia zdroworozsądkowego, a nie – emocjonalnego.  I może się okazać, że na poziomie racjonalnym związek nie ma szans, „nie kalkuluje się po prostu” którejś ze stron, albo obu… Na przykład kiedy wymaga poniesienia jakichś ogromnych kosztów związanych ze zmianą miejsca zamieszkania, lub porzucienia bardzo dochodowej pracy? Utrzymywania dużej „patchworkowej” rodziny I co wtedy? Rezygnujemy? „Wyłączamy miłość”, rozstajemy się?

Ile policzyłaś za Twoją miłość?

Niebezpieczne jest też stosowanie doświadczenia z obszaru relacji handlowych, gdzie ktoś sprzedaje, a ktoś drugi coś kupuje, w rozmowie o finansach w związku. Miłość to przecież relacja wspólnoty, dajemy i bierzemy bez rozliczania.  Nie rozmawiamy o finansach, bo pieniądze mogą zechcieć stać się przelicznikiem wartości niematerialnych, które partnerzy wnoszą do związku, jak w piosence  – „Ile policzyłaś za Twoją miłość”…

Małżeństwa, które zaczynają się rozliczać, nie – technicznie, tylko całościowo w kategorii zysków i strat poniesionych w związku, a zwłaszcza te, które mają poczucie „przeinwestowania” w związku, są na drodze do rozstania. ”Sygnałem, że źle się dzieje w związku, jest to, że człowiek zaczyna świadomie przeliczać, czy bycie w tej relacji w ogóle mu się  opłaca” , twierdzi prof. B.Wojciszke,  psycholog, w książce „Alfabet miłości”. Jego zdaniem, gdy coś jest składnikiem naszej tożsamości (tak jak miłość, czy rodzicielstwo, czy jakaś pasja twórcza), to w ogóle nie zastanawiamy się nad jakimiś zyskami czy stratami, nie jest to nam do niczego potrzebne.

Z takiego podejścia rodzi się konkretny problem: jak prowadzić techniczne ustalenia finansowe w związku, tak aby nie przekładało się to na emocjonalne rozliczanie partnerów. O tym będą kolejne wpisy.  Napisz proszę, jakie Ty masz doświadczenia w tym zakresie, co się sprawdziło i możesz to polecić, a czego unikać za wszelką cenę?

Kochamy, a więc rozumiemy się bez słów.

Na domiar złego związek romantyczny oparty jest o jeszcze jedno zasadnicze przekonanie, które utrudnia jakiekolwiek rozmowy czy poważne ustalenia. Podstawowym jego założeniem jest to, że miłość łączy osoby sobie przeznaczone:  Ta Jedyna Pani spotyka Tego Właściwego  Pana, spotykają się dwie połówki, itd., i odtąd już żyją długo i szczęśliwie. Uczucie między nimi sprawia, że partnerzy rozumieją się bez słów. Któż  więc zaprzątałby sobie głowę jakimiś konkretnymi ustaleniami, gdy spotykają się pokrewne dusze?  Rozmowa wręcz mogłaby zagrozić takiemu romantycznemu związkowi, bo mogłoby się okazać, że zupełnie inaczej postrzegają kwestie finansowe, a różnice między nimi są naprawdę trudne do pogodzenia. Lepiej tkwić w ułudzie „prawdziwej” miłości i porozumienia serc – bez przedyskutowania tego czy owego.  Dopóki życie nie upomni się o swoje i energia niezałatwionych, niedomkniętych kwestii zacznie rozsadzać związek.  

Gdy brak konkretnych informacji każda ze stron uzupełnia je … swoimi wyobrażeniami i przekonaniami, przypisując je drugiej stronie. Dlatego ten idealny partner tak nam się podoba i tak do nas pasuje, bo wypełniamy jego osobę…sobą. Także jeśli chodzi o nasze podejście do pieniędzy. Zakładamy więc, że jeżeli tak dobrze bez słów porozumiewamy się w kwestii uczuć, to podobne porozumienie możliwe będzie na płaszczyźnie finansowej.  

Strach ma wielkie oczy

Bywa, że mimo iż widzimy, że kwestie finansowe zaczynają być problemem w naszym związku, nie podejmujemy tematu, ze strachu, co może wyjść na wierzch, z jaką rzeczywistością będziemy musieli się skonfrontować. Dyskusja o sposobie traktowania pieniędzy może obnażyć sprzeczne cele, lęki i pragnienia partnerów. Nie chcemy lub nie umiemy się do nich przyznać i dlatego milczymy, lub kłócimy się o 50 złotych wydane na skarpetki, albo kupno kolejnego gadżetu do samochodu.  

Pieniądze łączą się bezpośrednio z kwestią bezpieczeństwa.  Odkrycia neuroekonomiki, nauki  na styku neurobiologii, psychologii i ekonomii pokazują, że pieniądze bezpośrednio oddziałują na nasz mózg i ciało.

Myśl o ewentualnej stracie finansowej aktywuje w mózgu ten sam obszar, który reaguje na śmiertelne niebezpieczeństwo.  

Jeżeli jedno z dwojga postrzega wydatki ponoszone na partnera jako stratę finansową, to w poczuciu zagrożenia może zareagować  atakiem lub ucieczką.  Ucieczka przerodzi się w przemilczanie kwestii finansowych i zepchnięcie ich to sfery tabu, tematów o których się nie rozmawia. Natomiast atak uzewnętrzni się kłótnią. O czym świadczą kłótnie o pieniądze i dlaczego się o nie kłócimy – w kolejnym wpisie.

Nie rozmawiamy, bo pieniądze nie są ważne

Niechęć do rozmowy o pieniądzach może mieć także podłoże światopoglądowe. Jeżeli wasz świat jest zbudowany na wartościach innych niż  materialne, to być może oboje  czujecie, że nie warto dyskutować o czymś tak przyziemnym jak pieniądze. One gdzieś tam są, lecz wszelkie ustalenia z nimi związane mają charakter techniczny i nie wywołują żadnych emocji. Mam nadzieję, że nie jest to wasze domniemanie, tylko przedyskutowaliście wasz światopogląd i wypracowaliście konsensus. W przeciwnym razie pieniądze się o was upomną.

3 Replies to “Dlaczego tak trudno o pieniądzach rozmawiać?”

  • Małgorzata

    Dziękuję za ten wpis. Jestem po 40 i w moim związku poruszanie tematu pieniędzy z moim mężem zawsze kończy się awantura. Samo się przyjęło, kto za co płaci. Dla mnie jest to bardzo trudne i nie odpowiada mi taka sytuacja. Będę śledzić kolejne wpisy.

    Odpowiedz
    • Małgorzata Wejtko

      Małgosiu, dziękuję za komentarz. Kwestię, jak rozmawiać o pieniądzach będę drążyła w kolejnych wpisach. Również dlaczego jako kobiety mamy z tym trudności. Będę wdzięczna za wszystkie uwagi.

      Odpowiedz
  • Kasia

    Kasa częściej dzieli ludzi. A jeżeli łączy to dlatego, że jest z nią jakiś problem, np kredyt. Dużo treści do przamyślenia. Dzięki za ten tekst 😊

    Odpowiedz

Zostaw swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *