Pożyczki na wieczne nieoddanie

Świetny muzyk, Bartek Sosnowski zapowiadając kolejną piosenkę opowiedział taką historię.

 

Bartek pracował kiedyś w sklepie z fortepianami. Często wpadał tam pewien klient, jak się potem okazało postać znana, celebryta. Pan ten bynajmniej nie kupował fortepianów, tylko skarżył się Bartkowi na ciężkie życie. Na to, że żona go opuściła i został sam, teraz musi harować na alimenty  na dzieci. Ta litania nieodmiennie kończyła się prośbą o pożyczkę. Bartek, ujęty smutkiem takiej egzystencji, chcąc nie chcąc sięgał do swojego portfela sprzedawcy fortepianów. I pożyczał, pożyczał, pożyczał. Historia miała jednak zaskakujące zakończenie. Okazało się, że pożyczone pieniądze pan regularnie przepijał. Wreszcie żona go opuściła, zabrała dzieci i został rzeczywiście sam. Sosnowski przestał pracować w sklepie z fortepianami. Męczyło go trochę poczucie, że przyczynił się do urzeczywistnienia smutków ponurego klienta.  A po latach napisał piosenkę. Jak brzmi, a brzmi niesamowicie, posłuchajcie na jego płycie.

 

Ja zaś chciałabym zająć się inną kwestią – pożyczania komuś pieniędzy, wtedy gdy nie mamy na to ochoty. Czy zdarzyło Ci się, że prosił Cię o pożyczkę znajomy? Lub ktoś, z kim nie łączyła Cię aż tak bliska relacja, a tym samym, Twoim zdaniem, nie powinien od Ciebie oczekiwać finansowego wsparcia?

 

Mnie tak. Było to przed laty. Wtedy jeszcze nie umiałam o pieniądzach rozmawiać. O swoich pieniądzach. O cudzych już tak – prowadziłam firmę, która świetnie się pod moją ręką rozwijała. Prośba znajomego o podżyrowanie sporego kredytu na dom wprawiła mnie w zakłopotanie. Czułam się niekomfortowo. Musiałam stawić czoła jego zawodowi i rozżaleniu oraz moim demonom. Ewentualna odmowa dla mnie samej była dowodem skąpstwa, braku serca, okrucieństwa i jeszcze kilku innych brzydkich cech charakteru. Oczywiście byłam na niego też wściekła. Zazwyczaj, gdy robimy komuś wbrew, to radzimy sobie z tym poprzez kierowanie gniewu na proszącego i oskarżanie go o wszystko, co najgorsze. Dlatego strzeżcie się ludzi, którzy chcą dobrze o sobie myśleć – posuną się do najgorszego, byleby tylko wyjść z ambarasu zwycięsko.

 

Są osoby, które w takiej sytuacji poddają się swojemu ego ze stratą dla własnej kasy. Na chęci pozytywnego zaprezentowania się i nieumiejętności odmowy żerują oszuści wyłudzający od kobiet spore sumy. Odmowa jest w tym wypadku jeszcze trudniejsza, bo oszust przedtem umiejętnie zmanipulował ofiarę, budując atmosferę miłości i oddania. I panie oddają się. Wraz z pieniędzmi, których nikt nie odda.

 

Ego podpowiadało:

Pokaż, jaka jesteś fajna i pomocna. Jaka szlachetna! Przecież to Twój fajny kolega. A nuż przestanie cię lubić. I będzie źle myślał i mówił o tobie. Wiesz, jak będzie Ci głupio wykrztusić z siebie „nie”?!

Z drugiej strony na czerwono migała lampka alarmu w mojej głowie:

Mayday! Mayday! W razie niepowodzenia – zagrożenie egzystencji twojej i dzieci! Uciekaj! Mayday! Odmów raz a dobrze!

Byłam zdezorientowana falą strachu, która szalała w moim ciele. Nie wiedziałam wtedy jeszcze, że w kobiecym mózgu utrata pieniędzy, a nawet tylko jej wyobrażenie, wywołuje tę samą reakcję, co bezpośrednie zagrożenie życia.

 

Myślisz, że miałam wtedy 15 lat?? Byłam dorosłą kobietą, matką dzieci, caaałkiem dojrzałą fizycznie, acz nie – psychicznie. Po prostu nie miałam tego poukładane. Nie zapytałam siebie, co jest dla mnie w życiu najważniejsze? Mój wizerunek? A może coś innego? Co jest najważniejsze w tej sytuacji? Zadowolenie drugiej osoby? A może coś innego?

 

Gdy wreszcie sama siebie o to zapytałam, znalazłam odpowiedź: bezpieczeństwo finansowe moich dzieci jest dla mnie nieporównanie ważniejsze, niż jakikolwiek zawód ze strony kolegi. I podjęłam decyzję: nigdy nie będę żyrować kredytów czy udzielać pożyczek, które mogłyby zagrozić bezpieczeństwu finansowemu rodziny.  Następnego dnia zadzwoniłam do kolegi i mu to spokojnie oznajmiłam. Gdy usiłował mnie przekonać, zdecydowanie ucięłam dyskusję, powołując się na zasadę, którą przyjęłam.

 

PS. Bartka słuchałam na imprezie Sąsiedzkie granie, organizowanej przez Kasię Gizińską i mojego krajana, Sebastiana Grądalskiego w podwarszawskich Michałowicach. Zdjęcie z imprezy robił Mikołaj Warsztocki.

One Reply to “Pożyczki na wieczne nieoddanie”

Zostaw swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *