Hojni rodzice, chciwe dzieci – a może odwrotnie?

Próba przejęcia firmy Drutex przez córkę właściciela rodzi pytanie: czy dorosłe dzieci słusznie roszczą sobie pretensje do zasobów wypracowanych przez rodziców?

Z punktu widzenia przepisów prawa – jeżeli nie darowano im części majątku (w postaci akcji, udziałów, itp.) i nie są jego formalnymi właścicielami – nie mają żadnych praw. Na przykład przy rozwodzie prawo pomija dorosłe dzieci i dzieli istniejący majątek między rozstających się rodziców.  Dzieje się tak nawet, jeśli dzieci uczestniczyły w wypracowywaniu zasobów, aktywnie uczestnicząc w rozwijaniu biznesu. Albo siłą rzeczy, narażone były na uboczne koszty związane z działalnością gospodarczą ojca czy matki. Gdy rozwijana firma zaprzątała całkowicie ich uwagę, pochłaniając czas, energię czy finanse.

 

Sukcesy w biznesie – koszty w rodzinie

Często liderzy zapominają o rodzinnych kosztach swoich sukcesów. Lub w ogóle ich nie dostrzegają. Tak naprawdę trudno jest te koszty oszacować, a tym bardziej przeliczyć na pieniądze. Że ojca nigdy nie było, a matka stale wisiała z klientami na telefonie? Że wakacje spędzało się z babcią albo opiekunką? Albo w ogóle nie było wyjazdów, bo trzeba było pilnie dołożyć do firmy?

Jak myślicie: czy dzieci mają jakieś prawo do rekompensaty za zawodowe zaangażowanie rodziców? I czy powinny liczyć na podzielenie się uzyskanymi zasobami?

Kolejne pytanie to czy dzieci mają prawo oczekiwać, że rodzice oszczędzą im okresu dorabiania się, zapewniając im również  w dorosłym życiu ten sam standard, którzy osiągnęli sami?  Np. słynny kucharz Gordon Ramsay (majątek wart ok. 160 mln dolarów) przyznaje, że jego dzieci podróżują samolotem w klasie ekonomicznej, gdy on z żoną dają sobie prawo do pierwszej klasy.

One przecież nie pracowały choć w przybliżeniu tak ciężko, żeby na to zasłużyć. Zresztą w ich wieku i rozmiarze – czyż potrzebują siedzieć w pierwszej klasie?

mówi G.Ramsay.

 

Chronić dzieci przed bogactwem

Wielu światowych bogaczy szczyci się tym, że zadeklarowali przekazanie lwiej części majątku na cele charytatywne. Zrobił tak Bill Gates, który już w 2011 r. mówił, że

jego dzieci będą musiały znaleźć swoją drogę

W 2010 r. Melinda i Bill Gates oraz Warren Buffet powołali Giving Pledge, ruch filantropijny, w którym najbogatsi tego świata publiczne deklarują przekazanie przynajmniej połowy majątku za życia lub po śmierci na cele charytatywne. Obecnie jest to 190 osób, małżeństw, lub całych rodzin z takich krajów jak USA, Wielka Brytania, Australia, Brazylia, Kanada, Chiny, Tajwan, Niemcy, India, Indonesia, Izrael, Malezja, Niemcy, Norwegia, Arabia Saudyjska, Turcja, Tanzania, ale i Rosja, Ukraina. Z Polski nie ma na razie nikogo. Na liście filantropów znajdują się m.in. Marc Zuckerberg z żoną, Ted Turner czy Eon Musk.

Decyzja o znacznym ograniczeniu majątku przekazywanego dzieciom spowodowana jest często chęcią dania im szansy na znalezienie własnej drogi lub ochronienia ich normalności. Elton John, który z mężem zaadoptował 2 chłopców,  stwierdził, że:

Dawanie dzieciom srebrnej łyżeczki jest straszne. To rujnuje ich życie. Moi chłopcy i tak mają niesamowite życie. Ale trzeba zachować trochę  normalności, trochę szacunku do pieniędzy, do pracy.

 

Jeden z najbogatszych ludzi świata, a jednocześnie guru inwestowania Warren Buffet, który wsławił się przekazaniem 30 mld dolarów na cele charytatywne, powiedział kiedyś, że:

Bogaty człowiek powinien dać dzieciom tyle pieniędzy, by czuły, że mogą robić, co tylko zechcą, lecz nie aż tyle, aby nic nie musiały robić.

Jak jest w Polsce?

Po pierwsze nasze zgromadzone zasoby są jeszcze chude. W 2017 r. Maciek Samcik, autor bloga „Subiektywnie o finansach” pisał, opierając się na raporcie BZWBK i Polityki Insight, że przeciętne gospodarstwo domowe w Polsce posiada 441.000 zł, z czego 380.000 zł przypada na nieruchomość, a 75.000 zł na aktywa finansowe. M.Samcik wylicza, że jest to ok. 6500 euro aktywów finansowych przypadających na 1 mieszkańca, czyli prawie 10 razy mniej niż posiada Zachodni Europejczyk. Nasz główny majątek to mieszkania i firmy. Tym możemy się ewentualnie dzielić z progeniturą. Jednakże w odróżnieniu od Zachodu czeka nas bardzo chuda emerytura. To z uwagi na nią chcemy się zabezpieczyć, inwestując w nieruchomości. Jedna z moich przyjaciółek przyznała ostatnio, że poinformowała już córkę, żeby raczej liczyła na siebie, bo matka na emeryturze zamierza

żyć na koszt spadkobierców

to znaczy konsumować zgromadzone dobra.

Niskie poczucie bezpieczeństwa finansowego ma wyraźny wpływ na chęć dzielenia się wypracowanym majątkiem. Jeżeli obawiam się, że z powodu globalnego kryzysu finansowego czy niezbadanych decyzji rządzących polityków mogę wszystko stracić, to nie będę chciała pozbawiać się jakiejkolwiek części zasobów.

 

Polska rodzina wciąż jeszcze emerytem stoi

Finansowa pomoc rodziców czy dziadków jest silnym czynnikiem ekonomicznym, gdy płace, zwłaszcza młodych pracowników, nie pozwalają na tzw. godne samodzielne życie. Dlatego polscy emeryci dzielnie wspierają rodziny finansowo. Zwłaszcza panowie, którzy pobierają wyższe emerytury. Pomaga dwóch na pięciu emerytów, dając średnio 430 zł miesięcznie. Przy ok. 2200 zł średniej eryturytury brutto, to niezłe poświecenie (badanie przeprowadzone na zlecenie BIG InforMonitor). Z pewnością łatwiej sięgać do portfela tzw. „bogatym” emerytom, dostającym powyżej 4000 zł – jest ich jednak zaledwie 330 tysięcy wśród ponad 9 milionów. Emeryci pomagają czerpiąc środki głównie z emerytury (79 proc.), z oszczędności (16 proc), z dodatkowych zarobków (12 proc.). Trzech na stu  nawet bierze kredyt na poczet dzieci lub wnuków. Jedna trzecia młodych przyznaje, że w sytuacji problemów finansowych zwraca się o pomoc do rodziny.

 

Prawo nakazuje pomagać

Polskie prawo aprobuje przekazywanie pieniędzy dorosłym dzieciom. Można robić finansowe darowizny dzieciom bez podatkowego haraczu.

W Kodeksie rodzinnym i opiekuńczy znajdziemy przepisy, które zobowiązują rodziców i dzieci do wzajemnego wspierania się  – nie tylko finansowego, lecz także psychicznego, a nawet do „pomocy intelektualnej przy podejmowaniu ważnych decyzji lub załatwianiu spraw życiowych oraz pomocy fizycznej przy wykonywaniu różnych czynności” – czytam na stronie internetowych porad prawnych eporady. Czyli to nie tylko wzajemna dobra wola, a prawo stanowi, że w rodzinie należy sobie pomagać finansowo, podtrzymywać na duchu, a nie dołować, służyć poradą czy wręcz pomagać np. w remontach czy koszeniu trawy.

Wzajemne wsparcie między rodzicami i dziećmi jest normą społeczną popartą przez deklaracje prawne. Deklaracje, bo jednocześnie nie przewidziano sankcji za ich naruszenie. Generalnie przepisy mają na celu

chronić stosunki pomiędzy rodzicami i dziećmi przed niegodziwymi zachowaniami, które osłabiają więzi rodzinne

 

Groźna sukcesja w firmach rodzinnych

Głośna ostatnio historia Drutexu, o której pisałam w poście „Gdzie się zaczynajom miljony tam się kuńczy rodzina”, pokazuje, że trudno czasem ocenić jednoznacznie, co jest tak naprawdę niegodziwym zachowaniem, wskazującym na osłabione więzy rodzinne: próba wyeliminowania z firmy tatusia, będącego właścicielem, czy eliminacja córki?

Firmy rodzinne są generalnie w trudniejszej sytuacji, jako że relacja biznesowa pomieszana jest z relacją uczuciową. Dzieci właścicieli są naturalnymi sukcesorami ich działalności gospodarczej. Są firmy, gdzie mimo młodego wieku i braku doświadczenia dzieci lądują od razu na piętrach zarządu, usiłując wprowadzić własne porządki. Są też rodzice, którzy na początek rezerwują dla następców funkcję czeladnika, żeby od samego dołu poznawały rodzinny biznes.

Trzeba naprawdę wiele wzajemnego szacunku i uświadamiania sobie zagrożeń, a przede wszystkim jasnej, pozbawionej agresji komunikacji, by unikać potencjalnych konfliktów między dziećmi i rodzicami w jednej firmie. Wyjątkowo trudno jest właściwie reagować na rozbieżność koncepcji rozwoju firmy czy dostrzeżoną nieudolność w jej zarządzaniu. Czy dorosłe dziecko ma prawo  do wtrącania się, jeśli uważa, że rodzic popełnia błędy? A jeśli jego argumenty nie zostaną zaakceptowane, czy powinno biernie przyglądać się marnotrawieniu rodzinnych pieniędzy?

Sprawdzonym pomysłem pomagającym rozwiązywać te dylematy jest powołanie przez właściciela rady nadzorczej lub innego zewnętrznego ciała doradczego, które w ocenie posługiwać się będzie intelektem, a nie – emocjami. Być może zasugerowanie takie rozwiązania rodzicowi należy do „pomocy intelektualnej” wspomnianej wyżej w kodeksie.

 

Gdy choroba zaciemnia umysł

Jeszcze trudniej jest, gdy rodzice wchodzą w etap zmniejszonej sprawności intelektualnej czy choroby uniemożliwiającej samodzielne funkcjonowanie. Własne pieniądze są często bastionem, którego się rozpaczliwie trzymają, mimo że de facto nie są już w stanie ocenić ich wartości. Znam historię, gdy starszy pan za każdym razem nagradzał listonosza banknotem, który właśnie miał przy sobie. Najczęściej było to 100 zł. Jak łatwo się domyślić poczciarz przynosił do niego nawet zwykłe listy, które spokojnie mógłby wrzucać do skrzynki. Próba interwencji przez syna skończyła się ogromną awanturą i żądaniem nie wtrącania się do sposobu, w jaki staruszek wydaje własne pieniądze.

Choroba sprawia, że osoby z demencją stają się podejrzliwe, oskarżają opiekunów, nawet osoby bliskie o kradzieże czy nieuczciwość. Czasami dzieciom nie pozostaje nic innego, niż biernie przyglądać się, jak rodzic marnotrawi swój majątek, a ich przyszły spadek. Chociaż należy pamiętać, że taka ocena jest bardzo subiektywna, a rodzic ma prawo z własnych pieniędzy zaspakajać swoje potrzeby  – jakiekolwiek by były. A trudnym zadaniem dziecka jest zadbanie, by wystarczyło na pokrycie podstawowych potrzeb życiowych chorego rodzica.

One Reply to “Hojni rodzice, chciwe dzieci – a może odwrotnie?”

  • Aleksandra

    Bardzo ciekawy artykuł. Dziękuję za inspirację. Moim zdaniem dzieci nie mają prawa żądać czegokolwiek od rodziców. Wszelkie oczekiwania wynikają z ego, niższej części naszego ja. Warto być wdzięcznym za życie rodzicom, bo to jest największy dar, który otrzymaliśmy. Mądry rodzic inwestuje w edukację swoich dzieci, a następnie dzieci wyfruwają z gniazda przy błogosławieństwie swoich rodziców, realizując swoje powołanie i korzystając z własnej mocy w świecie. Powoli wchodzę w ten etap. Mój syn mający 16 lat, zdał już wszystkie egzaminy z 3 klasy gimnazjum i ma już wakacje podczas których pracuje, żeby zarobić na swoje wakacje oraz sprzęt fotograficzny. Idzie mu całkiem dobrze. Sfinansujemy mu 1 obóz żeglarski, a na resztę musi zarobić sam. Wierzę, że będzie miał piękne wakacje 🙂

    Odpowiedz

Zostaw swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *