Nie ogarniam pieniędzy

W mojej praktyce coachingowej mam do czynienia z klientkami, które mają problem z finansami we własnym życiu. Często są to kobiety odnoszące sukcesy na polu zawodowym, nieźle zarabiające. A jednak, gdy przychodzi do oceny poziomu zadowolenia z różnych obszarów w „kole życia”, finanse ujawniają się jako problem. Klientki często mówią, że „pieniędzy nie ogarniają”.  Nie panują nad wydatkami, często, mimo wysokich dochodów, borykają się z debetem na koncie i w ogóle, pieniądze to dla nich temat trudny, nie lubią o nich mówić, nie lubią się nimi zajmować. Przy bliższym przyjrzeniu okazuje się, że nieogarnianie oznacza również zapominanie o spłacie zobowiązań, liczne kary i upomnienia, zawalanie zobowiązań podatkowych i strach przed urzędem skarbowym, a nawet przed każdą urzędową przesyłką. Miałam klientkę, która bała się opróżniać skrzynkę pocztową, by nie konfrontować się z tą, jakże dla niej niemiłą, korespondencją.

 

Nieogarnianie to także okropne, nagłe schodzenie pieniędzy z konta. To często także chroniczny brak oszczędności i konieczność posiłkowania się kredytami. Lub też spontaniczne życiowe inwestycje, np. w mieszkanie, dom lub samochód, poczynione bez właściwego rozeznania rynku i bez rozważenia konsekwencji zakupu w dłuższej perspektywie.

Z poczuciem nieogarniania pieniędzy w życiu wiąże się nieokreślony niepokój, a czasem przekonanie, że pieniądze to coś generalnie podejrzanego, niefajnego,

 

trzeba je mieć, a nie zajmować się nimi

 

Sukces wymaga nagrody!

Co zadziwiające, nieogarnianie często zaczyna się wtedy, gdy kobieta wreszcie zaczyna nieźle zarabiać. Z początku może się jakoś usprawiedliwiać, że zaangażowanie w pracę i karierę pochłania całą uwagę. Brakuje czasu na zajmowanie się technikaliami, a do tego pieniądze wpływają na konto, można wreszcie przestać się szczypać z wydatkami. Dodatkowe kary i upomnienia nie bolą tak bardzo, a poza tym nie dlatego nie płaci, że nie ma, tylko brakuje jej czasu na takie drobiazgi.

 

Żelazna reguła jest taka, że zwiększone przychody najczęściej generują większe wydatki.  Tym większe, im mniejszą mamy nad nimi kontrolę.  Po pierwsze zakładamy, że rozwój kariery wymaga materialnych inwestycji. Trzeba upgrejdować garderobę, no i zaopatrzyć się w niezbędne wyposażenie techniczne, chyba że otrzymamy je od firmy. A więc pojawia się auto w leasingu, elegancki laptop, wydajniejszy smartfon. Koniecznie regularne wizyty u fryzjera, a także kosmetyczka, paznokcie, rzęsy, a nawet ortodonta czy interwencje chirurgiczne, bo przecież wygląd pomaga w karierze.

 

Do tego sięgamy po produkty czy usługi z wyższej półki, na które wreszcie możemy sobie pozwolić. Nie zagłębianie się w tematykę własnych finansów i duże wpływy dają poczucie, że  wreszcie mnie stać. Mogę przestać skrupulatnie liczyć, mogę odpuścić kontrolę.

 

Ponadto uruchamia się symboliczne działanie pieniędzy. Przede wszystkim ich wpływ na poczucie wartości. Pieniądze płynące szeroką strugą powodują, iż dana osoba nabiera przekonania, że do czegoś wreszcie doszła. Powoli przestaje czuć się gorsza, bo na co dzień udowadnia sobie, na jak wiele ją stać. Nieogarnianie z początku bardzo temu służy. Widać wpływy, a koszty magicznie znikają, upchnięte na kartach kredytowych.

Im wyżej na ścieżce kariery, tym więcej pracy, odpowiedzialności, stresu. One wymagają konsumpcyjnej rekompensaty.

 

 A niech to, należy mi się jakaś nagroda

–  z tym hasłem na ustach moja klienta była w stanie spontanicznie wydać 1500 zł na kolejną parę butów czy 3000 zł na torebkę, tym bardziej, że najczęściej płaciła kartą kredytową. I z pewnością w momencie zakupu nie miała świadomości, na ile taki wydatek obciąża jej roczny budżet. Nie dlatego, że była głupia czy niedoświadczona.

Nieogarnianie tematu własnych pieniędzy dotyka wiele inteligentnych, wykształconych kobiet. Są wśród nich menedżerki, mistrzynie marketingu i zarządzania. Są kobiety prowadzące własną działalność gospodarczą, z powodzeniem rozwijające firmy. Wydaje się to nielogiczne –  można odnosić sukcesy w biznesie, a nie panować nad własnym majątkiem??!!  Można.  Co więcej, to nie są pojedyncze przypadki, zwłaszcza w odniesieniu do kobiet.

 

Pieniądze – luz, blues…

Czasami, z początku, odpuszczenie zarządzania finansami jest nawet traktowane jako fajna postawa życiowa.

 

Nie ogarniam tematu pieniędzy bo jestem taka wyluzowana. Zajmowanie się pieniędzmi jest niefajne. Liczenie każdej złotówki jest dla nudziarzy. A ja jestem fajna i mam to w ….

Taka postawa lekkoducha, jak sama nazwa na to wskazuje, jest lekka i przyjemna. Pozwala nie brać na siebie  odpowiedzialności za własne działania w obszarze wydatków. Z takim nastawieniem, jakże przyjemnie jest uruchamiać pokłady dziecięcej beztroski, z gestem zapłacić samej za obiad z grupą znajomych, nawet lepiej sytuowanych, zaimponować kelnerowi dużym napiwkiem czy spontanicznie wyskoczyć do Paryża.

 

Nieogarnianie kosztuje

Z czasem jednak kumulują się koszty takiego zachowania. Najpierw te konkretne, finansowe, kiedy nieogarnianie powoduje finansowe straty, sumujące się w coraz większe kwoty, które trudno  ignorować.  Jeszcze gorsze są koszty psychiczne takiej postawy, znacznie przewyższające zyski.

 

Najpierw pojawia się, jak to określiła klientka „wkurw”, złość i poczucie niesprawiedliwości.

 

Jak to? Przecież po to zasuwam, by coś z tego mieć!

A tu znowu puste konto. Wreszcie budzi się wstyd.  Zaczynamy postrzegać nieogarnianie jako dotkliwy brak kompetencji w obszarze finansów. Pieniądze przestają być ochronną tarczą. Już nie powodują, że czujemy się silne i mądre. Wręcz przeciwnie, gdzieś tam w środku, znowu czujemy się głupio i nieadekwatnie. Nieogarnianie już nie daje swobody – zaczyna obciążać poczucie własnej wartości. Do tego wiąże ogromne pokłady energii, jako że na tym etapie zazwyczaj stanowi głęboko skrywaną tajemnicę. Często nawet przed sobą. Szczególnie kobiecie sukcesu głupio się przyznać, że jest tak beznadziejna w zakresie finansów.

 

Czas na wyznanie

Doskonale  rozumiem kobiety nie ogarniające tematu pieniędzy, bo to był także mój problem. Na własnym przykładzie wiem, że można nad nim zapanować i jak to zrobić.  Mnie ogarnięcie tematu finansów kosztowało dużo czasu i pieniędzy. Najwięcej – zanim się za nie wzięłam. Dzisiaj prawda o moim portfelu mnie nie dołuje. Do pieniędzy podchodzę świadomie, także do ewentualnych wpadek i niedociągnięć w tym obszarze – przyjmuję je naturalnie, bo wyzbyłam się pretensji do doskonałości. Jeśli chcesz poznać moje podejście przeczytaj wpis „Gra o pieniądze”.

 

W mojej praktyce coachingowej pomagam klientkom ogarnąć temat pieniędzy. Wspólnie obserwujemy, jak zmienia się wtedy ich życie. Jak zaczynają pieniądze szanować i lubić. A przede wszystkim, jak zaczynają szanować i lubić siebie.

Zostaw swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *