Pięć złotych zasad prowadzenia wspólnego budżetu. I jak je realizować.

Zasada numer 1
Ustalcie co wspólne, co osobne

Jeżeli macie do siebie zaufanie, poinformujcie się o dochodach, a następnie ustalcie, ile pieniędzy jest wspólne, a ile każde z Was zostawia sobie do własnej dyspozycji.  Proporcje mogą być różne w zależności od tego, na co się umówicie: wspólne – 100% dochodów stałych, własne – 100% dochodów dodatkowych;  wspólne -75% wszystkich dochodów, a własne – 25%; wspólne – 25%, a własne – 75%, czy własne 100% dochodów stałych, a wspólne, co łaska się dorzucić.  Plusy i minusy różnych systemów zarządzania dochodami, noszących intrygujące nazwy: kubański, francuski, amerykański przeanalizuję w kolejnym poście.

Uwaga, jeżeli jesteście małżeństwem, to prawo nakłada na was obowiązek zarówno informowania się o dochodach jak i partycypowania w utrzymaniu domu i rodziny ( przeczytaj post „Jak regulować kwestie finansów w związku w świetle prawa” )

Ustalcie również kwestie dotyczące kont: wspólne czy oddzielne oraz wzajemnych upoważnień, itp.  Umówcie się, na co przeznaczać będziecie część wspólną budżetu i w jakich proporcjach. Ile na życie, ile na rozrywki, na rozwój i na inwestycje. Zróbcie to na spokojnie, nie ma sensu kłócić się o 1 procent na tę czy inną sferę, życie i tak wymusi jakieś przesunięcia. Upewnijcie się wzajemnie, czy poczynione ustalenia wam odpowiadają. Dajcie sobie też prawo do zgłoszenia propozycji zmiany, gdyby okazało się, że coś nie działa tak, jakbyście tego oczekiwali. Możecie się umówić, że np. po 6 miesiącach sprawdzicie czy to wam nadal pasuje. Brzmi to trochę formalnie, lecz ułatwia powrót do tematu.

 

Zasada numer 2
Kontrolujcie wydatki: świadomość pozwala eliminować zbędne koszty

Nie ma takich przychodów, których nie dałoby się wydać czy roztrwonić. Eliminacja zbędnych wydatków jest najtańszym sposobem na powiększenie waszego kapitału. Ustalcie jakie macie miesięczne/roczne stałe zobowiązania (uwzględnijcie opłaty mieszkaniowe, media, ew. alimenty, ubezpieczenia, spłaty kredytów, opłaty za studia, itp.). Przejrzyjcie krytycznie wszystkie posiadane abonamenty: np. karty do klubu fitness i płatne karty kredytowe.  Umówcie się, że priorytet ma spłata alimentów, opłat  stałych i kredytów. Uważajcie na spontaniczne wydatki na wspólnych wyprawach na zakupy oraz na niby drobne, acz częste wydatki typu codzienny zakup kanapki, czy kawy w drogiej kawiarni, które już w skali miesiąca sumują się w niezłą sumę, nie mówiąc o skali roku!

Poznajcie swoją strukturę kosztów poprzez zapisywanie wydatków. Korzystajcie z jednego wspólnego dokumentu w Excelu. Ja zaczęłam kontrolę wydatków używając szablonu z bloga M.Szafrańskiego  „Jak oszczędzać pieniądze”. Robiłam to raz na 2-3 dni. Zajmowało mi to ok. 15-20 min, oczywiście na początku potrzebowałam więcej czasu. Szokiem była dla mnie analiza wydatków rocznych, np. okazało się, że na przeróżne dodatki do domu wydałam prawie 3000 zł, a były to tzw. duperele, nic pokaźnego ani znaczącego.  Jeżeli takie systematyczne zapisywanie wydatków jest dla was za trudne, brakuje wam cierpliwości, to zbierajcie przynajmniej informacje o kategoriach, w których podejrzewacie swoją nadmierną rozrzutność , np. rachunki  za jedzenie poza domem, albo paragony za zakup alkoholu, papierosów lub np. jak to w moim wypadku – słodyczy. Gdy zobaczyłam, ile w roku wydaję na coś, co mi szkodzi, przeżyłam wstrząs.

UWAGA!!! Kontrola wydatków ma być działaniem wspólnym i jej celem jest uzyskanie świadomości, co pochłania wasze pieniądze! Nie chodzi o kontrolę wydatków partnera! Ktoś z komentujących blog Michała pytał o możliwość zaznaczania w nim wydatków czynionych przez żonę. Nie o taką kontrolę wydatków chodzi i wzajemne rozliczanie się nie posłuży waszemu związkowi! Już lepiej niczego nie zapisujcie!

Z drugiej strony, przeanalizujcie poczynione zapiski pod kątem, czy rzeczywiście w ten sposób chcecie wydawać zarabiane pieniądze, z czym sobie radzicie, a co moglibyście robić efektywniej – to znaczy mieć przynajmniej tyle samo przyjemności mniejszym kosztem

 

Zasada numer 3
Zawsze wspólnie planujcie większe wydatki

Kupno samochodu, zakup domowego wyposażenia czy wakacyjny wyjazd to przyjemność, lecz i trudny wybór, wobec bogactwa oferty, różnych gustów i ograniczonych środków. Przyjemność szybko zamienia się w stres. W wielu parach odpowiedzialność za zakup spada na jedną osobę, z racji tego, że albo się lepiej na czymś zna, albo ma więcej czasu. Więc to ona sprawdza oferty, ew. biega po dostawcach i prowadzi negocjacje.

Jednak to właśnie planowanie sporych zakupów stanowi świetną okazję do rozmowy o pieniądzach i marzeniach oraz o tym,  ile jesteście w stanie poświęcić, by je spełnić. Wykorzystajcie ją na wzajemne poznanie się. Może uda wam się stworzyć wspólny finansowy cel, coś, na czym zależy wam obojgu i co może być powodem zespolenia waszych wysiłków. Uda się, pod warunkiem, że stworzycie sobie pole do szczerości, do odsłonięcia się przed sobą. Bez krytyki i okrzyków

„No coś Ty! To bez sensu! Nie dałbym/abym za to ani grosza!”

W tym ćwiczeniu oczywiście ważny jest przemyślany zakup, lecz przede wszystkim liczy się fakt, że decydujecie wspólnie, wzajemnie się poznając, rozumiejąc i budując wasze „MY”.

 

Zasada numer 4
Oszczędzajcie – regularnie i radośnie!

Ustalcie, ile możecie miesięcznie odkładać – tak żeby uzbierać wspólne oszczędności. Jeżeli możecie sobie na to pozwolić, niech to będzie 10% waszych przychodów. Efektywne jest realizowanie takiej „wypłaty” na początku miesiąca i przelewanie jej na konto oszczędnościowe, najlepiej wspólne.  W ten sposób uzbieracie budżet na większe wydatki w przyszłości. Próbowałam też odkładać sumy, które zostały na koncie pod koniec miesiąca – mnie się to nie sprawdziło. Zazwyczaj kończyło się albo jakimś dodatkowym zakupem, lub wchłonięciem w budżet kolejnego miesiąca.

Bawcie się swoją oszczędnościową postawą, cieszcie się wspólnie, jeśli uda wam się coś kupić efektywniej. Nagradzajcie się przynajmniej całusem, gdy realizujecie poczynione założenia.  I broń Boże nie oszczędzajcie „na czarną godzinę”! Niech oszczędzanie kojarzy Wam się z czymś przyjemnym, a nie – zgryzotą i zagrożeniem.  Postawcie skarbonkę na 5-złotówki. Odkładajcie do niej wszystkie takie monety, które znajdziecie w waszych portfelach. Ja mam z tego dodatkową kasę na umilenie sobie czasu, gdy nie jest wesoło. Wybieram moją świnkę do czysta, gdy jadę na wakacje – to nasz tajny budżet na przyjemności.

 

Zasada numer 5
W kwestiach finansowych działajcie w porozumieniu i transparentnie

Porozumienie i przejrzystość wydatków są podstawą wspólnego budżetu. W ten sposób uczycie się rozmawiać o pieniądzach, nabieracie zaufania do siebie i wzajemnie się wspieracie wobec tajnych sił pieniędzy. Łatwiej wtedy panować nad nimi jako środkiem technicznym, bez nadmiernego przywiązywania do nich wagi. Niedopuszczalne jest zaskakiwanie partnera sporymi wydatkami ze wspólnego budżetu! Ani samowolne zużywanie go na  realizację własnych zachcianek lub hobby. Nagłe zejścia z konta mogą naruszyć zaufanie, co z kolei budzi pragnienie wzmożenia kontroli. Demon pieniędzy spuszczony ze smyczy zaczyna swoją destrukcyjną robotę w waszym związku.

Zanim zabierzecie się do wdrażania zasad przeczytajcie jeszcze post mówiący o tym, z jakim nastawieniem podchodzić do zarządzania pieniędzmi w związku.

Powyższe zasady  sprawią, że w waszym związku nikt nie będzie czuł się wykorzystywanym w kwestiach finansowych. Najważniejsze jednak, to pamiętać, że pieniądze to tylko pieniądze i nie mogą przysłonić najważniejszego powodu, dla którego jesteście razem.

Zostaw swój komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *